Wasza YouTube, moje treści - czyje prawa autorskie?

Kultura Read / Write wymaga innego podejścia do praw twórcy, niż XX-wieczny system własności intelektualnej. Kate Bulkley w tekście “Whose content is it anyway?” (opublikowanym 21 września 2006 w brytyjskim Guardianie) porusza kwestię praw autorskich do umieszczanych na serwisach takich jak YouTube czy MySpace twórczości użytkowników. Sprawa jest niebagatelna, bowiem YouTube wyświetla 100 milionów filmów dziennie, a jej właściciele poszukują modelu zarabiania na serwisie. Jak na razie, większość serwisów zachowuje się konserwatywnie i oczekuje przekazania przez twórców praw. A więc i możliwości zarabiania na swojej twórczości - w zamian za szansę bycia sławnym. Pod naciskiem twórców MySpace zredagowało swój regulamin - dzisiaj wgrywając do serwisu swój utwór nie tracimy praw do niego, a jedynie udzielamy firmie licencji na używanie treści (która nie obejmuje sprzedaży utworów lub dystrybucji poza MySpace). Tak więc zmiany następują powolnie, jak pisze autor duże firmy medialne czują się bardziej komfortowo stosując tradycyjne modele licencjonowania.





Z tego też powodu nieprędko przyjmą się jego zdaniem otwarte licencje Creative Commons, które są oparte na zasadzie dzielenia się twórczością. Anthony Lilley jest szefem firmy Magic Lantern, która stworzyła dla brytyjskiego kanału Channel4 stronę Fourdocs dla dokumentalistów-amatorów, wykorzystującą licencje CC. Jego zdaniem


“Creative Commons dużo lepiej nadaje się dla sieci, w której masa ludzi tworzy i dzieli się treściami. W takiej sytuacji potrzeba bowiem systemu z jak najmniejszym tarciem”.


Od zasady przekazywania praw autorskich wydawcy daleko do otwartych modeli licencjonowania. Z drugiej strony sukces MySpace czy YouTube opiera się na możliwości swobodnego i otwartego dostępu do treści - na dłuższą metę jest to nie do pogodzenia z przestarzałym modelem praw autorskich, opartym na kontroli treści przez wydawcę.


Artykuł porusza również kwestię praw do materiałów zastrzeżonych, które YouTube również swobodnie udostępnia. Universal Music przymierza się podobno do zaskarżenia YouTube na wielo-milionową kwotę. Cytowane przez autora wypowiedzi analityków to najciekawsze fragmenty tekstu. Mark Mulligan z Jupiter Research stwierdza:


“Akcja podjęta przeciw MySpace lub YouTube będzie strzałem we własną bramkę. Pora, by wytwórnie muzyczne obudziły się i zrozumiały, że internet służy przede wszystkim nie dystrybucji, lecz odkrywaniu nowej muzyki”.


Szokujące? W Polsce takie wypowiedzi przypisuje się zazwyczaj “piratom”, “komunistom” i “alterglobalistom”, a nie analitykom rynkowym. Jeff Jarvis, konsultant i autor bloga BuzzMachine, w tekście zatytułowanym “Głusi i głupi” wypowiada się jeszcze ostrzej. Jego zdaniem


“YouTube powinno usunąć utwory wszystkich twórców z Universal i patrzeć, jak ci krzyczą w niebogłosy, bowiem nie będą równie popularni, i nie będą się równie dobrze sprzedawać, co konkurencja. […] YouTube, MySpace, blogi i internet to nowe kanały dystrybucji i sprzedaży”.


Autor: Kultura 2.0


Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska


Dział: Internet
Wysłany przez : bobek358
Dodano: 19.11.2006 - 20:15
Wyślij ten artykuł do przyjaciela Strona do wydruku